Firma snująca plany kolonizacji przestrzeni pozaziemskiej pracuje nad urzeczywistnieniem jednego z częściej pokazywanym w popkulturowym sci-fi wynalazków, czyli sztucznej grawitacji. Choć „używał jej” Kubrick w „Odysei kosmicznej 2001”, filmie z 1968, nadal pozostaje ona w sferze fantazji. Orbital Assembly Corporation (OAC) sprzedaje potencjalnym inwestorom wizję stacji orbitalnej o nazwie Voyager na której żyć mogłoby nawet 400 osób. I tak jak pokazują to „realistyczne” filmy o podróżach kosmicznych, mieszkańcy kręcącego się szybko Voyagera korzystaliby ze sztucznej grawitacji.
Gdyby OAC dopięło swego, Voyager stałby się największą stworzoną przez człowieka konstrukcją pozaziemską, w której znalazłoby się miejsce dla barów, sal gimnastycznych czy biblioteki. Odważny pomysł wspierają eksperci wywodzący się z NASA, inżynierowie i piloci doświadczalnych maszyn testowanych przez siły powietrzne USA. Początek ma być skromny. Na orbicie zbudowany ma zostać 60 metrowy prototyp, który pokazać ma realne możliwości wytwarzania sztucznej grawitacji poprzez generowanie odpowiedniego momentu obrotowego.
Idea wykorzystania siły odśrodkowej do tworzenia sztucznego przyciągania nie jest nowa. W 1883 roku Konstantyn Ciołkowski rozważał tworzenie wygodnego habitatu na orbicie ziemskiej. W książce „Свободное пространство” (ros. wolna przestrzeń) pokazał prosty projekt obrotowej konstrukcji mającej imitować ciążenie.
Domena publiczna/Konstantyn Ciołkowski
Pod wpływem wizji stacji kosmicznej wymyślonej przez słoweńskiego uczonego Hermanna Noodunga pod koniec lat 30. XX wieku, nazista i pionier podboju kosmosu Wernher von Braun zaprojektował swój pozaziemski habitat. Dysk o średnicy blisko 80 metrów miał kręcić się z prędkością 3 obrotów na minutę, co zdaniem von Brauna miało zapewnić przyśpieszenie odśrodkowe o wartości 0,3 g.
Domena publiczna/Chesley Bonestell
Jak przy wszystkich projektach w skali kosmicznej, głównym problemem dla pomysłodawców Voyagera jest finansowanie ich projektu. Jeżeli nawet prywatne firmy zdolne wynosić sprzęt i materiały budowlane na orbitę pozwalają ściąć nieco koszty, to milion dolarów uzbierany do tej chwili przez Orbital Assembly Corporation wydaje się kroplą w morzu planowanych potrzeb. Zdaniem serwisu Futurism ekipa stojąca za projektem orbitalnego hotelu „odrobiła pracę domową” nawet jeżeli ich ekstrawagancka wizja nie ziści się w najbliższych dekadach. Bo dobrze, że ktokolwiek planuje coś na przyszłość.
Orbital Assembly Corporation
W niedawnej rozmowie z CNN właśnie Blincow zapewniał, że pomimo wywołanych pandemią opóźnień prace na kosmicznym placu budowy ruszyć mają w 2026 roku (miały rok wcześniej). Pytanie o powody rezygnacji z używania w nazwie projektu nazwiska esesmana odpowiedzialnego za projekt rakiet V2. Być może Voyager lepiej kojarzy się inwestorom. Materiał stacji przypomina kilka ciekawych faktów z rozmowy na temat ówczesnej stacji Von Brauna z jej głównym projektantem, Timem Alatorre (nadal w ekipie OAC).
Okazuje się, że estetyka Voyager Station jest „reakcją” na wspomniany wyżej film Kubricka. Co ciekawe, według Alatorre „Odyseja kosmiczna 2001” pokazuje czego nie należy robić projektując stację orbitalną.
Orbital Assembly Corporation
John Blincow w wywiadzie z kolei dla „Washington Post” zwraca uwagę, że kosmiczni turyści przed lotem pojazdami SpaceX na orbitę będą musieli przejść odpowiednie szkolenie, dotyczące zarówno ich kondycji psychicznej co fizycznej. Wspomniane niemal 400 osób mających żyć na stacji rozkładać się ma na 280 pasażerów i 112 członków załogi.
Pasażerami naturalnie mogą być bogaci turyści, ale też naukowcy chcący prowadzić eksperymenty w słabym ciążeniu. Bilet na orbitę oraz 3,5 dnia pobytu w hotelu ma kosztować 5 mln dolarów. To 11 razy mniej niż zapłacili firmie Axiom Space cywile mający w 2022 roku spędzić 8 dni na międzynarodowej stacji kosmicznej.