Jednym z aspektów, które pozwoliły Donaldowi Trumpowi na zwycięstwo w wyborach prezydenckich, była zapowiedź walki z inflacją oraz polepszenie stanu amerykańskiej gospodarki. Przez ostatnie tygodnie słyszeliśmy jedynie o zapowiedziach nowych opłat, które doprowadzały do silnej opozycji zwłaszcza ze strony rządów Kanady i Meksyku. Teraz mamy już oficjalne potwierdzenie w działaniach, które dotykają każdego kraju na świecie. W przypadku Unii Europejskiej chodzi o 20% cła na produkty pochodzące ze wspólnoty.
Wprowadzona w ten sposób “deklaracja niepodległości gospodarczej” (słowa Donalda Trumpa) oznacza zmianę na globalnych rynkach, która będzie odczuwalna dla absolutnie każdego. Na produkty z każdego kraju wprowadzono bazowe, 10-procentowe cło, które wejdzie w życie już 5 kwietnia. Każdy, kto zamawiał rzeczy z zagranicy wie, że cło oznacza dodatkową opłatę, którą należy uwzględnić przy zamawianiu. Urzędy celne za rządów Donalda Trumpa nie zmieniają zasad działania, a to oznacza, że skutki tych działań odbiją się na niemal każdej osobie na świecie.

W Polsce, która według obliczeń PAP importuje do Stanów Zjednoczonych dobra warte 12,5 miliarda dolarów oraz dostarcza 23 miliardy dolarów wartości dodanej, może dojść do zmniejszenia PKB Polski od 0,11 do 0,43%. Najmocniej ucierpią górnictwo i wydobywanie oraz usługi sektora transportowego, a także sektor motoryzacyjny. Nie wiemy przy tym, jakie zmiany w polityce celnej czekają na nas w przyszłości. Zastanówmy się więc w tej chwili nad tym, co może dotyczyć przeciętnego obywatela już teraz.
Ceny naznaczone cłami. Nasze technologie będą już tylko drożeć
Choć przez ostatnie lata wojna Chin ze Stanami Zjednoczonymi zmuszała państwo środka do inwestowania we własną produkcję technologii, tak w dalszym ciągu technologiczni giganci ze Stanów Zjednoczonych mają swoje patenty i rozwiązania produkcyjne, z których korzystają firmy na całym świecie. W tych czasach rzadko który producent technologii korzysta wyłącznie z podzespołów stworzonych na jednym rynku. Produktom importowanym z Chin grozi cło w wysokości 54% (powiększone o 34 p.p. względem poprzednich ustaleń), co znacząco zniechęci większość chińskich producentów do eksportowania swoich produktów.
Czytaj też: Tak Stany Zjednoczone emitują dwutlenek węgla do atmosfery. Ponure zdjęcia satelitarne
Najważniejszą informacją w tej chwili jest ta, że półprzewodniki (oraz farmaceutyki) zostały wyłączone z objęcia nowymi cłami. To wszystko, by nie podcinać skrzydeł Apple, Nvidii czy Intelowi. Nie do końca wiadomo, czy bazowe 10% będzie obowiązywało na tę gałąź, czy może na końcu drogi na gotowe podzespoły od chociażby TSMC nie będzie czekał podatek w wysokości 32%.

Jednocześnie inne podzespoły, a także elementy konstrukcyjne, jak obudowy, nadal będą kosztowały więcej przy importowaniu i sprowadzaniu. To zdecydowanie utrudni tworzenie sprzętów elektronicznych start-upom oraz mniejszym producentom, którzy dla zachowania rentowności musieliby znacząco zwiększyć skalę biznesu. Z pewnością część firm będzie próbowała restrukturyzować łańcuchy dostaw i ominąć wpływy USA, ale to długi i kosztowny proces, który niemal na pewno odbije się wyższymi cenami. Spekuluje się, że te zawirowania były powodem ceny Nintendo Switch na poziomie 449$ oraz podbiciu ceny iPhone’a 16e względem poprzednich edycji SE z 429$ do 599$.
Jako część Unii Europejskiej, nie mamy łatwej sytuacji na rynku ekonomicznym. Obciążenia Chin względem Stanów Zjednoczonych niemal na pewno odbiją się na nas, gdyż jesteśmy regionem głównie importującym. W dodatku nie ma obecnie na świecie sprzętu, którego części nie przechodziłyby przez wiele regionów. Oprócz tego zniknięcie de minimis sprawi, że wysyłane masowo produkty z Shein czy Temu o wartości do 800 dolarów także zostaną objęte podatkiem, co pewnie zmniejszy ich sprzedaż. Być może odbije się to na zalewie takich produktów w Europie, ale ze względu na nasze cła i podatek VAT, nie ma co spodziewać się okazyjnych cen na produkty z Chin.
Czy już wkrótce będziemy musieli zapłacić więcej za najlepsze smartfony i komputery? To wysoce prawdopodobne i spodziewane niemal przez wszystkich. Jednak nie technologia może oberwać najmocniej w nowym rozdaniu.
Przemysł samochodowy nad przepaścią. Stany Zjednoczone utrudnią życie europejskim producentom
Nie tak dawno, bo pod koniec października 2024 roku, zaczęły obowiązywać zwiększone cła na samochody elektryczne produkowane w Chinach. Zamiast 7,8% samochody sprowadzane do Unii Europejskiej zostały objęte opłatą 35,3%. W teorii to mogło pomóc europejskim producentom złapać oddech w obliczu szalejącej chińskiej konkurencji. Ci jednak będą mierzyli się z innymi nieprzyjemnościami, związanymi z cłami wprowadzonymi przez Stany Zjednoczone.
25% cła na samochody i lekkie ciężarówki stworzone poza Stanami Zjednoczonymi praktycznie odcina europejskich gigantów motoryzacji od rynku, a przynajmniej tych, którzy produkowali między innymi w Chinach i stawiali na eksport. Nowa opłata dotyczy zarówno całych samochodów, jak i poszczególnych komponentów. I tu właśnie kryje się szkopuł, przez który cały świat znajdzie się w nieciekawym położeniu. O ile według analizy banku rezerwy federalnej Chicago oraz danych USITC samochody sprzedawane w USA w 53% wywodzą się ze Stanów, tak ich podzespoły – już niekoniecznie.

W obecnej sytuacji nie ma sposobu na wyliczenie konkretnej wartości poszczególnych komponentów składających się na jedną część. Zgodnie z porozumieniem handlowym Stanów Zjednoczonych z Meksykiem i Kanadą takie podzespoły, póki nie da się ustalić ich pochodzenia, nie będą objęte cłami, przynajmniej do 3 maja.
Czytaj też: Stany Zjednoczone i Japonia łączą siły. Razem stworzą pociski, jakich świat nie widział
Jednocześnie producenci tworzący samochody w Niemczech, Włoszech, Francji czy Słowacji zauważą zmniejszony popyt. Także i działające w Polsce fabryki są częścią zagranicznego kapitału korzystającego z dostępnych globalnie produktów. Presja na przeniesienie produkcji do Stanów Zjednoczonych dla części graczy może być też na tyle duża, by zrezygnować z części operacji w innych rejonach świata.
Poprosiliśmy o komentarz firmy z chińskim rodowodem, wszak to Chiny dość dotkliwie odczują nowe cła. Xiaomi zdecydowało się nie komentować tego tematu, zaś od przedstawicieli Huawei otrzymaliśmy następującą wiadomość:
Komentowanie polityki handlowej jakiegokolwiek kraju nie leży oczywiście w gestii Huawei CBG Polska. Jak wiadomo, nie komentujemy zapowiedzi przyszłych produktów a także podobnych doniesień. Mogę jednak potwierdzić, że marka Huawei pozostaje zaangażowana w dostarczanie najlepszych innowacji technologicznych konsumentom na całym świecie, zarówno teraz, jak i w przyszłości. Jak wynika z naszych źródeł, Huawei obecnie nie sprowadza amerykańskiego sprzętu i z niego nie korzysta, więc prawdopodobnie cła ich w ogóle nie dotkną.
Nie tak dawno odczuwaliśmy trudy związane z podwyżką cen aut umotywowaną zastojem w produkcji przy jednoczesnej zwiększonej podaży. W efekcie ceny, uwzględniające też zmieniony łańcuch dostaw bez uwzględnienia podróży przez Rosję, znacząco wzrosły. Teraz nasz region czeka kolejny moment próby. Na szali jest handel między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi, który wynosi rocznie 1,54 biliona euro.